Zastosowanie serów długodojrzewających w nauce języków obcych

dnia

Poprosiłam kiedyś moją grupę uczennic o wykonanie eksperymentu polegającego na uczeniu się języka włoskiego codziennie przez 21 dni. Dziewczyny dostały tabelę i polecenie, aby zapisywać w niej przez kolejne dni, w jaki sposób miały kontakt z językiem włoskim przez całe trzy tygodnie trwania eksperymentu. Kiedy oddały mi swoje notatki, odkryłam w jednym z pól wpis: „Kupowałam świeże sery włoskie”. Poczerwieniałam w duchu z oburzenia, bo jak to?! Sery! Zamiast słówek?

Smaki i zapachy

Przejęłam się bardzo tym wpisem. Wydawało mi się, że świadczył o pewnego rodzaju porażce, jaką odniosłam, ponieważ widocznie nie zdołałam wytłumaczyć jego autorce, o co chodziło mi w całym tym projekcie codziennej nauki, wyrabiania sobie odpowiedniego nawyku, systematyczności. Im dłużej jednak o tym myślałam, tym więcej racji przyznawałam Natalii wielbicielce serów. Przypomniałam sobie w końcu, jak po jednych zajęciach opowiadała mi o targu, na który poszła w weekend z ciocią i mamą, o smaku tych serów, o tym, że poszła tam dlatego właśnie, że były włoskie, że rozmawiała ze sprzedawcami o Włochach. Musiała czytać napisy na opakowaniach i zgadywać, co znaczą, była pewnie częstowana nie tylko serami, bo może jeszcze ktoś sprzedawał prosciutto crudo, ktoś oliwki? Wyobraziłam sobie całą tę scenę, krążenie między straganami pełnymi smaków i zapachów. Jak tylko pojawiła mi się przed oczami, wiedziałam już, że tamtego dnia Natalia być może zrobiła dla swojej nauki języka więcej, niż gdyby spędziła godzinę na czytaniu dialogów i słuchaniu nagrań.

Zielona herbata i kaligrafia

Każdy język obcy ma swoje smaki. Moimi serami w nauce chińskiego jest zielona herbata, zapasy przywiezione z podróży i uzupełniane. Obowiązkowo towarzyszy mi w pracy, często też zaparzam ją sobie wieczorem, kiedy uda mi się usiąść nad książką. Pamiętam też radość, z jaką odkryłam, że smak pad thai w małej poznańskiej knajpce to ten, jaki znałam z ulic Szanghaju, cudownie odnaleziony! Chiński smakuje mi zieloną herbatą, ryżem, orzeszkami ziemnymi, soją, pachnie przede wszystkim kolendrą. Dzięki temu, że dodaję ją do zwykłych potraw i trzymam na parapecie w doniczce, wydaje się, jak gdyby był w moim codziennym życiu żywy i obecny nie tylko w tym kącie, gdzie trzymam podręczniki i zeszyty.

Im bardziej chińskie jest moje otoczenie, tym łatwiej jest mi zasiąść do nauki języka, chociaż na kilka minut wieczorem. Wpuszczenie go za próg mieszkania nie było wcale trudne. Wychodząc od rzeczy małych i banalnych – kiedy zaczynałam kurs rok temu, zaczęłam też trzymać długopisy i kredki na biurku w puszce po herbacie w znaki chińskie i z rysunkiem smoka. Moja tapeta na komputerze w pracy od dawna przedstawia widok na Jezioro Zachodnie w Hángzhōu. W przeglądarce internetowej wśród pierwszych stron po uruchomieniu wyświetla mi się Yōukù, odpowiednik naszego Youtube (czemu nie obejrzeć kilku minut jakiegoś serialu, w międzyczasie?). Ciągle szukam nowej muzyki do chińskiej playlisty, prowadzę dziennik po chińsku (nieregularnie) i ćwiczę pisanie znaków, zamiast rozwiązywać krzyżówki czy sudoku (bardzo polecam, to niesłychanie relaksujące zajęcie). Słyszę chiński, widzę go, odtwarzam chińskie znaki. Ostatnie porządki wśród książek w mieszkaniu doprowadziły mnie do stwierdzenia, że mam kilkanaście książek na temat Chin albo napisanych przez chińskich pisarzy, a większości jeszcze nie otworzyłam, co oznacza, że czeka mnie przyjemna jesień poświęcona czytaniu.

Poza słuchaniem i czytaniem, mówieniem i pisaniem

Wpływu filiżanki zielonej herbaty na naukę języka nie należy przeceniać, oczywiście. Jeden z moich kolegów na kursie w Instytucie Konfucjusza potrafił godzinami opowiadać o tym, z czego składają się poszczególne znaki i w jakiej kolejności powinno się rysować każdą kreskę, nie potrafił jednak poprawnie wymówić żadnego ze słów w podręczniku ani przedstawić się (po 10 miesiącach kursu). Wizyta w chińskiej restauracji nie zastąpi porządnych trzech kwadransów nauki. Stosowanie jej zamiennie z nauką raz w miesiącu albo jako prywatna nagroda za osiągnięcie jakiegoś językowego celu – polecam zdecydowanie!

Nie na wszystkich otaczanie się drobnymi przejawami kultury kraju, którego oficjalny język się poznaje, będzie działało równie motywująco. Z drugiej strony, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spróbować zanurzyć się w obcej kulturze, w ograniczonym środowisku jednej półki z książkami, jednej szuflady, jednego fotela.

Powieś na ścianie zdjęcia z podróży, kilka cytatów, dodaj do ulubionych linków radio w obcym języku. Zorganizuj dla domowników wieczór potraw językowych (niemieckich? francuskich? Rosyjskich?) i naucz się ich oryginalnych nazw, nazw ich składników. Kup parę czeskich piw, wino hiszpańskie, idź do kina na ukraiński film. Zacznij pić herbatę z masłem, jeśli uczysz się tybetańskiego.

Napisz o tym, co sądzisz o takim eksperymentowaniu i takiej formie kosztowania kultury języka obcego, który poznajesz. Może masz więcej pomysłów na to, jak sprawić, żeby towarzyszył ci codziennie? Podziel się nimi!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s