Uczę się chińskiego w Krakowie

dnia

Marzę o spotykaniu na ulicach Krakowa tylu Chińczyków, ilu spotykam Włochów, Hiszpanów, Niemców, Anglików. Opracowałam przyjazny uśmiech, krótką prezentację o sobie po chińsku i grzeczne zaproszenie do rozmowy. Wiem, jak odpowiedzieć Chińczykowi, kiedy pyta, dlaczego uczę się jego języka. Jednym z powodów jest każda kolejna pogawędka po chińsku, każde jedno zrozumiane w całości zdanie. Każde zdanie to sukces!

Czego nie wiedziałam wcześniej

Do listopada 2014 roku Chiny nie interesowały mnie w najmniejszym stopniu. Więcej nawet, nigdy nie pociągała mnie Azja. Czytałam trochę Murakamiego i oglądnęła trochę anime, czyli okruchy kultury japońskiej, dziwacznej, odmiennej od chińskiej. Jej pismo kojarzyło mi się głównie z kiczowatymi tatuażami i ozdobami mieszkań, miałam w głowie czerwono-złote smoki, Tiananmen, Mao, Konfucjusza – sporo historii, ale nigdy nic głębiej, a jeśli chodzi o współczesne Państwo Środka – nie wiedziałam o nim nic. W listopadzie 2014 r. dowiedziałam się o możliwości wyjechania do Szanghaju na ponad dwa tygodnie i w ten sposób Boże Narodzenie i Nowy Rok spędziłam wtedy w Chinach.

Wróciłam zafascynowana chińskim i zdecydowałam, że chcę się z nim związać, chociaż wejście w tę relację na poważnie zajęło mi prawie rok. Zaczęłam, korzystając z niewielkiego samouczka Chiński nie gryzie!, mało inspirującego. Kilkanaście rozdziałów pozwoliło mi zapoznać się pobieżnie ze słownictwem w ramach podstawowych codziennych tematów, takich jak zakupy czy jedzenie. Nauczyłam się trochę gramatyki. Książka zwraca sporą uwagę na prawidłowe pisanie znaków, co jest ważne, ale niekoniecznie wtedy, kiedy potrzebne są nam raczej podstawowe zwroty komunikacyjne i podróżnicze, a tych nie ma w niej prawie wcale. Jej pobieżność trochę zraziła mnie do nauki na samym początku.

dsc_0402

Czy można kochać kursy językowe

Na początku października zeszłego roku zapisałam się na kurs do Instytutu Konfucjusza, gdzie uczyłam się przez rok. Wybrałam Instytut ze względu na jego opinię jako najlepszego miejsca do podjęcia nauki chińskiego. Ze względu na pracę (wtedy jeszcze wymagającą czasami zostawania po godzinach w zupełnie nieprzewidywalnych momentach) mogłam zapisać się tylko do grupy “dla zapracowanych” (aha, to chyba byłam ja), czyli na zajęcia raz w tygodniu. Na początku chodziło na nie 16 osób – pod koniec czerwca test kończący semestr pisały trzy albo cztery osoby. Wiedziałam już wtedy, że nie będę kontynuowała zajęć.

Na samym początku bardzo nudziłam się powtarzaniem przez prawie dwie godziny zestawu wszystkich sylab istniejących w języku chińskim, na wszystkich możliwych tonach. Dobrze, że Krzyś (który naprawdę nazywa się inaczej, bo jest Chińczykiem, ale dla nas był Krzysiem Wesołowskim właśnie) nie tracił cierpliwości tak szybko, jak traciłam ją ja, bo teraz często kiedy zastanawiam się, jak coś wymówić, przypomina mi się jego promienny uśmiech i podskoki, którymi podkreślał tony opadające, wznoszące, i ruch ręką symbolizujący ton wysoki. Po męczącym, ale pożytecznym początku przyszedł czas na rosnące znużenie. Podręcznik Współczesny język chiński był dziwaczny i tylko trochę bardziej praktyczny od samouczka Edgara. Dostałam wraz z nim książkę do znaków – wspaniałą – i dość przydatne ćwiczenia, same dialogi jednak i rodzaj słów poznawanych z kolejnymi lekcjami – mało użyteczne.

Przed zajęciami całą grupą rozmawialiśmy o tym, jak idiotycznie uczyć się, jak jest “firma eksportowo-importowa”, kiedy jeszcze nie potrafimy zapytać, ile coś kosztuje albo jak dojść do ambasady. W gronie przeciwników podręcznika byli również nauczyciele (wszyscy trzej, jakich mieliśmy), ale nie przeszkadzało im to w ślepym śledzeniu każdego zadania i każdego słowa w nim zapisanego. W drugim semestrze zostało nas około 6 (z czego jedna przyszła na zajęcia dwa razy, reszta chodziła w kratkę – zdecydowanie chcieliśmy utrzymać tytuł zapracowanych). Sądzę, że reszta poddała się ze względu na ilość czasu, jaki trzeba było poświęcić chińskiemu.

Ten język jest zupełnie odmienny od naszego i zupełnie inny od języków europejskich. Cała struktura gramatyki, dźwięki, pismo, to wszystko sprawia, że na naukę komunikowania się po chińsku trzeba mieć opracowaną strategię, inaczej polegniemy. Kiedy ja sama zasiadłam nad kartką papieru, gdzie wypisałam sobie, czego i jak będę się uczyła, było już trochę chińskiego wokół mnie i w mojej głowie, niekoniecznie zaczerpniętego z podręcznika na kursie.

Lepiej pokochać sam język

Zaczęłam kupować książki o Chinach, głównie reportażowe. Przeczytałam The Geography of Thought Richarda Nisbetta, kilka powieści Mo Yana, zaczęłam oglądać chińskie seriale, śledzić kanały na Youtube o chińskiej kulturze oraz oczywiście karmić się chińskimi podcastami. Odkryłam nawet chińską muzykę, która mi się podoba, i trochę takiej tradycyjnej chińskiej muzyki w rodzaju piosenek dla dzieci. Macie piosenki, które siedzą wam w głowie i nie potraficie się ich pozbyć, więc słuchacie ich po kilkadziesiąt razy? Ja tak słuchałam tej.

Małe seriale na Youtubie, dla dalszego przykładu. Chińska tablica na Pintereście, sinofilskie strony i blogi – wszystko, co znalazłam. Postanowiłam nie zrażać się nawet brakiem Chińczyków w Krakowie i mimo wszystko szukać ludzi, z którymi mogłabym rozmawiać.

Papierowe materiały

Od stycznia tego roku chodzę na lekcje z nauczycielką. Na początku miały być uzupełnieniem kursu, od czerwca mam tylko ją, dwie godziny w tygodniu, odkąd upewniłam się, że taki sposób nauki pasuje do mnie o wiele lepiej, niż zajęcia z grupą dla zapracowanych w Instytucie Konfucjusza. We dwie wymagamy dość dużo od mojego chińskiego. Korzystamy z podręcznika Boya Chinese (po angielsku), który uwielbiam ze względu na to, że uczy przydatnych rzeczy, oddziela naukę mówienia od nauki znaków (wymowa nigdy nie jest w nim podana tuż obok słowa napisanego po chińsku, a od poziomu quasi-intermediate pin jinu nie ma w nim już wcale), ma znakomicie wytłumaczone zagadnienia gramatyczne i jest TRUDNY, czyli angażujący. Skupiamy się też na rozumieniu ze słuchu, dla mnie dość wymagającym.

Korzystam z dwutomowej gramatyki Chińszczyzna po polsku, dającej ogólne zorientowanie we wszystkich kwestiach, chociaż nie podoba mi się w niej to, że niektóre zagadnienia są niepotrzebnie porównywane z polską gramatyką i określane polskimi terminami, często zupełnie nieprzystającymi do chińskiej struktury. Dla przyjemności oglądam też wydaną w zeszłym roku po polsku książkę Chineasy oraz mój ulubiony słownik obrazkowy 1000 chińskich słówek (lepiej pasuje do języków europejskich, ale jest tak mały i poręczny, że można go nosić w torebce – dlatego go mam przy sobie). Wreszcie mogę też sięgnąć do dziwacznego chińskiego podręcznika, który przywiozłam sobie z Szanghaju i którego na początku zupełnie nie rozumiałam, mimo że był przeznaczony dla początkujących. Co za radość, że wiem, o co w nim chodzi!

W chińskim kącie naukowym leży przede wszystkim notatnik do słów, najczęściej używany przeze mnie, starannie prowadzony, obecnie tom drugi (pierwszy skończył się po kilku miesiącach). Mam czarny, gruby dziennik do pisania po chińsku. Duży zeszyt w linie służy do nauki znaków. Rozpoznawać je uczę się dość szybko, ale żeby nauczyć się pisać, trzeba każdy z nich po prostu zapisać, powtarzać jeden po drugim z jednej linijce. Na parapecie stoi pudełko z fiszkami. W chińskim bardzo ważne jest dla mnie robienie fiszek ręcznie, pochylanie się nad każdym znakiem. Przygotowywanie ich, tak jak ćwiczenie pisania, to bardzo relaksujące zajęcie.

Korzystam też z wielu programów online i stron. Jedną z najlepszych jest według mnie Chinese Pod, ich dialogi są naprawdę znakomite i wszystkie odcinki świetnie zaplanowane. Poza tym, jeśli wykupimy wersję premium (do zdobycia za miesiąc za 99 centów, co pozwala na systematyczne ściągnięcie całej zawartości strony…), otrzymujemy dostęp do ćwiczeń online, możliwości zapisywania i powtarzania słów… Dodatkowo, do nauki słownictwa korzystam z programów, które opisywałam pokrótce tutaj.

Coś pominęłam? Coś powinnam rozwinąć? Macie dla mnie jakieś rady? Dajcie znać!

W skrócie – BŁĘDY DO UNIKNIĘCIA:

  • poświęciłam dużą ilości czasu i energii na naukę pisania znaków na samym początku, kiedy lepiej było skupić się na wymowie i na rozpoznawaniu znaków;
  • pozwoliłam sobie na znudzenie się i znużenie nauką przez źle wybrany samouczek i nudne zajęcia na kursie;
  • zbyt mało rozmawiałam z nauczycielką-native sepakerką podczas kursu.

NAD CZYM CHCĘ SIĘ TERAZ SKUPIĆ:

  • starać się więcej słuchać chińskiego, tak, żeby go rozumieć;
  • rozmawiać z Chińczykami na żywo;
  • stale poszerzać swoje słownictwo;
  • regularnie ćwiczyć pisanie znaków!

MOJA CHIŃSKA PLAYLISTA

Reklamy

2 Komentarze Dodaj własny

  1. Beata pisze:

    ja zastanawiam się nad nauką nowego języka z własnym korepetytorem. co zrobić, jak się z nim uczyć by osiągnąć jak najlepsze wyniki?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Maria Kulis pisze:

    Cześć Beato! Dużo różnych elementów składa się na osiągnięcie bardzo dobrych rezultatów w nauce z korepetytorem. Przede wszystkim, pytanie brzmi, czy traktujesz swojego nauczyciela jako nauczyciela właśnie, który projektuje dla Ciebie program nauki, modyfikuje go, przynosi ci materiały i sprawdza cię – czy wolisz uczyć się sama, a wasze spotkania traktować jako okazję do zadawania pytań i ćwiczenia konkretnych elementów, które sprawiają Ci najwięcej problemów. Sama podczas moich lekcji chińskiego łączę trochę oba podejścia. Zwykle podczas naszych spotkań najpierw sama decyduję, o czym chcę porozmawiać np. pokazuję jej zdjęcia mojego psa i opowiadam o nim. Ostatnio przygotowałam dla niej psychotest. Mam też zwykle listę pytań stworzoną na podstawie tego, co w danym tygodniu robiłam. Drugą część lekcji oddaję jej i to ona proponuje nowe tematy, ćwiczenia czy zagadnienia gramatyczne, którymi się zajmiemy w następnej kolejności.

    Niezależnie od rodzaju współpracy z Twoim nauczycielem, najważniejszą zasadą jest według mnie komunikacja między wami. Na samym początku warto, abyś określiła dokładnie, czego chcesz się nauczyć, w jakim terminie, w jakim celu (dobry nauczyciel powinien sam Cię o to zapytać). Możesz opowiedzieć trochę o tym, w jaki sposób najbardziej lubisz się uczyć i co sprawia Ci największe trudności. Zgłaszaj wszystko, co Ci się nie podoba – jeśli podręcznik jest bez sensu, poproś o zaproponowanie innego, jeśli coś jest za trudne – protestuj, itd.
    Wracajcie też regularnie do celów, jakie sobie postawiliście na początku, bo z czasem mogą one się przekształcać, okazać zbyt wygórowane albo zbyt proste, a wtedy warto je zrewidować. Wykorzystaj zalety pracy z prywatnym nauczycielem, który jest skupiony tylko na Tobie podczas waszych spotkań i przychodzi na nie dla Ciebie. Ta sytuacja jest naprawdę komfortowa – więc pozwól sobie na mówienie przez cały czas! Nawet od samego początku nauki. Niech nauczyciel poprawia Twoje błędy, nawet jeśli w każdym zdaniu popełnisz ich 10, on/ona z pewnością pomogą Ci ostatecznie pozbyć się ich zupełnie.

    Czy odpowiedziałam w miarę wyczerpująco na Twoje pytanie?
    Jakiego języka planujesz się uczyć? 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na Maria Kulis Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s