Jak połączyć uprawianie sportu z nauką języków

dnia

Jak połączyć te dwie rzeczy, które wielu z nas chciałoby wprowadzić do swojego życia codziennego i/lub praktykować je w formie regularnego nawyku? To zależy oczywiście od dyscypliny, ale uprawianie sportu może być prawdziwie bogatym źródłem „ukrytych momentów”. Idealnych na naukę nowego języka.

Był taki okres, kiedy chodziłam nieregularnie na siłownię, wyłącznie po to, żeby trochę pobiegać. Pewnego razu spotkałam tam dziewczynę, która stanęła na bieżni obok mnie wyposażona w cały arsenał językowy: odtwarzacz mp3, fiszki i książkę z rozmówkami do włoskiego. Wszystko zapowiadało się wspaniale i naukowo, tylko że tamta dziewczyna nawet nie dotknęła żadnej z tych rzeczy. Może wybrała za szybkie tempo albo za bardzo zainteresowały ją teledyski puszczane w telewizorze ponad naszymi głowami, faktem jest jednak, że nie nauczyła się nic. A miała do tego znakomitą okazję.

Obserwując ją tamtego wieczoru, zaczęłam mocno zastanawiać się nad tym, czy możliwe jest efektywne uczenie się języków podczas uprawiania sportu. Przypomniałam sobie wszystkie moje próby łączenia tych dwóch czynności i zorientowałam się, że grają ze sobą całkiem dobrze, pod warunkiem, że nie oczekujemy zbyt wiele ani od swoich wyników treningowych, ani językowych. Jestem przekonana, że jeśli uczymy się lub uprawiamy sport z zamiarem osiągnięcia szybkich efektów, musimy mocno skoncentrować się na tym, co robimy. Jestem również przekonana, że jeśli tylko podejdziemy do sportu nieco bardziej rekreacyjnie, a element nauki wprowadzony do treningu potraktujemy jako towarzyszący, to może to zadziałać.

Kiedy wróciłam z Włoch, tak bardzo tęskniłam za włoskim, że ciągle szukałam możliwości, żeby nim się posługiwać albo chociaż go słuchać. Było lato, a ja w tamtym czasie często i dużo jeździłam na rowerze. Idealnym rozwiązaniem było więc dla mnie ściąganie audycji radiowych albo audiobooków i zabieranie kilku godzin języka obcego na długie trasy. Wracałam osłuchana i zmęczona. Nie poznawałam w ten sposób wielu nowych słów, trudno mi było w końcu zatrzymywać się i sprawdzać, co znaczą te, których nie znam, albo notować je sobie. Ważny był akcent, melodia języka, rozpoznawanie słów, które już znałam, przypominanie sobie innych i same tematy nagrań, zwykle ineteresujące i dostarczające ciekawych informacji o świecie (słuchałam głównie włoskiego Radio24 albo BBC 4).

8278008799_4d35bd955f_o

Odkryłam w ten sposobdwie ważne rzeczy. Po pierwsze, z większą ochotą siadałam na rower – a późnej również z większą przyjemnością zakładałam buty do biegania, kiedy zaczęłam więcej biegać z podcastami – kiedy miałam w perspektywnie nie tylko trening, ale również ciekawy wywiad albo fragment książki w obcym języku. Nawet jeśli słuchałam samych fiszek, polegających na tym, że monotonny głos podawał mi kolejne słowa, tłumaczenia i przykłady zdań w obcym języku, miałam świadomość, że robię coś pożytecznego, że nauczę się czegoś nowego. Zaczęłam też – szczególnie podczas biegania – wybierać na każde wyjście dwa nagrania. Jedno na poważnie, lekcję języka albo trudny podcast, na początek, kiedy jestem mniej zmęczona i bardziej zmotywowana. Drugie zaś, na drugą połowę biegania, dla czystej przyjemności i żeby wzbudzić w sobie chęć przebiegnięcia jeszcze tych dwóch kilometów i dosłuchania ostatniego fragmentu!

Druga rzecz, jaką odkryłam, jest związana z wyrabianiem w sobie nawyków. Wielu z was zna pewnie teorie takie jak ta, która mówi o tym, że w celu wykształcenia w sobie nowego nawyku powinno się daną czynność powtarzać codzienne przez 21 dni. Ja znam inną. Aby coś weszło w nawyk, należy połączyć jego wykonywanie z czymś, co już jest naszym nawykiem – albo jakąś inną powtarzalną czynnością. Na przykład naukę słówek połączyć z jedzeniem śniadania i uczyć się ich co rano. Wtedy ten już zakorzeniony w naszej codzienności element staje się bodźcem, sygnałem do wykonywania innej czynności. Sport może być doskonałym bodźcem wywołującym nawyk językowy, nawet jeśli nie uprawiamy go codziennie. Wchodzimy na siłownię – i zakładamy słuchawki z audiobookiem po angielsku. Chwytamy za ciężarki – i włączamy serial po francusku, muzykę po francusku albo francuskie radio. Wskakujemy do basenu – i… No dobrze, może akurat pływanie ciężko z czymś połączyć. Ale czy na pewno?

Język nie musi być wyłącznie towarzyszem podczas uprawiania sportu czy ćwiczeń. Możemy również ćwiczyć z wykorzystaniem języka obcego, który poznajemy, jako narzędzia. Fanki (czy też fani) ćwiczeń przy telewizorze do rytmu komend wydawanych przez instruktora na ekranie – znajdźcie wasze ulubione filmy w obcym języku! Lepiej oczywiście, żeby był na trochę bardziej zaawansowanym poziomie, bo możecie zrobić sobie krzywdę, jeśli nie zrozumiecie dokładnie, w jaki sposób wykonywać dane ćwiczenie. Moja mama, która uczy się angielskiego, uwielbia Jogę z Adrienne. Jeśli jej nie do końca rozumie, to po prostu patrzy, co Adrienne robi i jak, i stara się nie zrobić sobie krzywdy. I nauczyła się trochę dzięki tym ćwiczeniom. You Tube pełen jest innych instruktorów pilatesu, fitnessu, jogi, zestawów do Tabaty, HIIT i innych typów treningów, wśród których można wybierać. Najwięcej znajdziemy ich po angielsku, ale ostatnio znalazłam pilates po chińsku (wpisując tłumaczenie tej nazwy po chińsku w wyszukiwarkę na YT).

Innym sposobem na połączenie nauki języka i sportu jest znalezienie obcojęzycznego towarzysza sportowego. Kogoś, kto będzie ćwiczył razem z nami (chodził w góry, jeździł na rowerze czy chodził na basen) a jednocześnie rozmawiał w języku, jakiego się uczymy. Rodzaj tandemu na sportowo. Osoby z przeszłością (lub teraźniejszością) sportową mogą pomyśleć również o uczeniu np. pływania, wspinaczki, tenisa lub tańca w zamian za naukę języka. Na stronach takich jak Gumtree można znaleźć zakładkę związaną z wymianą umiejętności, warto sprawdzić także lokalne grupy tego typu na Facebooku albo samemu ogłosić się gdzieś.

Osłuchiwanie się z językiem obcym, wplatanie go w różnej formie w nasze życie codzienne jest niezwykle ważne, jeśli chcemy nauczyć się go szybko i dobrze. Uprawianie sportu to znakomita okazja do spędzenia z nim trochę czasu. Będzie podwójnie pożyteczny!

A jeśli znacie jakieś inne sposoby na łączenie sportu i języków? Komentujcie i dzielcie się nimi!

Reklamy

4 Komentarze Dodaj własny

  1. MG pisze:

    Mam 1 kyu w aikido (jeden egzamin przed czarnym pasem), w związku z czym w mojej głowie znajduje się koszyczek zupełnie mi do niczego obecnie niepotrzebnego japońskiego słownictwa: umiem liczyć (głównie pompki i przysiady), wiem jak jest lewo i prawo, nadgarstek, łokieć, uderzenie, kopnięcie, dźwignia (na łokciu), rzut (przez biodro), znam terminy trzy różne poziom ludzkiego ciała: wysoki, średni i niski, wiem jak się nazywają różne części kimona i tradycyjna japońska broń, i tak dalej.
    Podejrzewam, że podobnie jest z chińskim i adeptami kung-fu, jogą i hindi, oraz portugalskim i capoeirą, lub brazylijskim jujutsu 🙂

    Polubienie

    1. Maria Kulis pisze:

      Uważam, że Twój komentarz jest GENIALNYM uzupełnieniem mojego postu! Dziękuję! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ja często będąc na siłowni, bądź biegając mam w słuchawkach włącozne nagranie nauczyciela który wypowiada słówka oraz zdania i podaje ich tłumaczenie, oraz daje czas na trzykrotne powtórzenie. Nie można spodziewać się takich efektów jak podczas nauki w pełnym skupieniu, ale jest to fajny sposób na powtórki.

    Polubienie

    1. Maria Kulis pisze:

      I fajny sposób na zajęcie myśli podczas biegania 🙂 Jakich nagrań używasz?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s