Przeciwko abstrakcyjnym postanowieniom noworocznym

dnia

Początek nowego roku jest najlepszym czasem na opublikowanie postu o takim tytule? Niekoniecznie. Postanowienia językowe należy spisywać o każdej porze, w każdym momencie nauki. Masz swoją listę pod ręką?

Ile z tegorocznych postanowień noworocznych udało Ci się wypełnić?

W ostatnim czasie statystyk na temat wypełniania czy niewypełniania postanowień noworocznych pełno jest we wszystkich mediach, pozwolę więc sobie nie cytować ich tutaj. Swoje własne postanowienia – mowa teraz o tych życiowych, sportowych, pracowych i domowych – wypełniam częściowo, po trochu, czasami bardziej, czasem mniej. Są dla mnie pewnym punktem odniesienia, ale nie oprawiam ich w ramkę i nie wieszam na ścianie. Dotyczą zwykle rzeczy, które już są częścią mojego codziennego życia, albo takich, o których szybko zapominam, bo nie są widocznie dla mnie aż tak ważne. Innymi słowy – są mało konkretne i nie związane z żadną określoną zmianą, jaką chciałabym wprowadzić. I dlatego ich nie wypełniam.

Przeciwko postanowieniom abstrakcyjnym

Wspaniale było na liście postanowień językowych wpisać „nauczę się niemieckiego” i „poprawię swoją francuską wymowę”. To ważne cele! W tym roku udało mi się zrobić coś z moim niemieckim (wprawdzie zaczęłam dopiero od października, ale zawsze to coś), a moja francuska wymowa poprawiła się troszkę – chyba, w zasadzie nie wiem, na ile, poza tym, faktycznie zaczęłam nad nią pracować jakoś w połowie lipca... Jeśli chodzi o niemiecki, miałam nadzieję, że uda mi się uczyć go bardziej intensywnie przed moim wyjazdem do Berlina (który miał miejsce na początku maja), ale wtedy byłam tak zafascynowana chińskim, że nie znalazłam dla niego czasu.

Czy mogę uznać, że wypełniłam moje postanowienia językowe? Niemieckiego nie nauczyłam się na pewno, bo co to właściwie oznacza, nauczyć się niemieckiego? Do jakiego poziomu? Francuską wymowę poprawiłam, ale jest tak, bo tak czuję, czy faktycznie mi się udało? Może tylko nabrałam pewności w mówieniu? Jak tak teraz myślę, to jednak moje cele były chyba zbyt abstrakcyjne. Poza tym, jako termin przyjęłam „rok 2016”, długie dwanaście miesięcy bez daty początkowej (po co zaczynać od 1 stycznia, jeśli mam przed sobą cały rok?) i bez daty końcowej (po co upierać się przy opanowaniu jednego języka w rok, jeśli to takie trudne, no i nie goni mnie żadna konkretna potrzeba?).

Dobrze wypełnionym zadaniem na ten rok okazał się dla mnie chiński. Uczyłam się go regularnie i dużo częściej, i więcej, niż wydawało mi się, że będę w stanie. Tutaj jednak działała niegasnąca fascynacja i motywacja, czyli czynniki, nad którymi czasami trudno zapanować, a jeszcze trudniej je zaplanować. Jak zmotywuję się do nauki, jeśli ich zabraknie?

Niech żyją piękne plany językowe!

Nadrzędnym celem językowym w tym roku niech będzie wprowadzenie precyzji w stawianiu sobie celów. Dalej – niech będzie nim dodanie do każdego z postanowień jak największej liczby określających je parametrów. Brzmi matematycznie i nudno? A tak naprawdę, wystarczy trochę matematyki i postanowienia nabierają pięknej cechy, jakiej często im brakuje, szczególnie tym noworocznym – czyli wymierzalności. Poddajmy badaniu matematycznemu ten jeden przykładowy cel językowy:

„Poprawię wymowę francuską”. Termin początkowy: od stycznia. Termin końcowy: marzec, bo wtedy prawdopodobnie będę potrzebowała brzmieć dobrze po francusku.

Jak oceniam siebie w danym momencie? Najlepiej będzie, jeśli nagram film, na którym mówię po francusku lub jeszcze lepiej, na którym czytam jakiś francuski tekst. Pokażę go komuś i poproszę o ocenę, ale przede wszystkim zachowam dla siebie, żeby mieć z czym się porównywać za trzy miesiące.

Jak to osiągnę? Dużo słuchając. Skupiając się na wymowie francuskiej od strony także teoretycznej. Dużo rozmawiając i prosząc Francuzów o poprawianie mnie.

Jakie terminy pośrednie sobie daję? Każdy koniec miesiąca to będzie jeden mój termin pośredni.

Co mogę zrobić w tym miesiącu? Dokładnie przestudiować wymowę francuską teoretycznie, być może obejrzeć kilka filmów na YT na ten temat, znaleźć odpowiedni podręcznik, powiedzieć o pomyśle mojej koleżance frankofonce, poszukać innych metod w internecie.

Co mogę zrobić w tym tygodniu? Nagrać się i dokładnie zapoznać z zasadami wymowy (wrócić do tego, co powinno być podstawą mojej nauki).

Jaki inny termin sobie wyznaczam? Najbliższy wtorek – na spotkaniu z Dominiką postaram się brzmieć staranniej, niż zawsze. Kiedy w tygodniu znajdę czas na regularną naukę? We wtorki będę mówiła, w czwartki i piątki słuchała, w sobotę uczyła się.

Czeka mnie trochę pracy. W perspektywnie mam jednak motywujące wyobrażenie mnie samej, mówiącej po francusku z przyjemną płynnością i poprawnie, niech to będzie moja pomoc w momentach zwątpienia i zniechęcenia. Mojemu postanowieniu na 2016 rok brakowało wymierzalności, jaką zyskało obecnie.

Miesięczne i tygodniowe postanowienia

Jest jeszcze jedna metoda na to, aby postanowienia noworoczne straciły swój abstrakcyjny wymiar. Muszą przestać być postanowieniami noworocznymi – rok to bardzo długo, i ciężko zapanować nad tym bezmiarem czasu. O wiele łatwiej kontrolować tydzień i miesiąc. Wyznaczania sobie celów na dany tydzień czy miesiąc nauczyła mnie Lindsay Dow (obecnie Wiliams) z Lindsay Does Languages. Po prostu pewnego dnia przysłała mi piękny, kolorowy, miesięczny planner językowy, z którego nie potrafiłam nie skorzystać. Minęło trochę czasu i podobne programy zaczęłam rysować sobie w notatniku. Zwykle planując następny tydzień (najczęściej w niedzielę wieczorem) wiem, co czeka mnie przez najbliższe dni, kiedy będę miała więcej czasu, kiedy mniej. Tydzień jest od roku cudownie konkretniejszy.

Z wypełnianiem założeń bywa różnie – z czasem nauczyłam się nie planować zbyt dużo i zbyt mało na poszczególne dni oraz przygotowywać plany B. Wprowadziłam też coś, co sprawia mi dużo frajdy i motywuje mnie do nauki, to znaczy postanowienia swobodne. Ich źródłem są różne nieoczekiwane inspiracje i sytuacje, jakie nagle pojawiają się przede mną. Wykraczają poza plan nauki, który aktualnie realizuję, i wzbogacają go. Nie są niczym szczególnym! To projekty takie jak rozmowa o pracę po chińsku, nagła potrzeba nauczenia się wiersza w obcym języku albo zagadania do starszej pani z Francji kupujacej drożdżówki w mojej piekarni, która powoduje potrzebę przypomnienia sobie, jak nazywają się po francusku wszystkie owoce.

Niech żyją piękne cele językowe! Piękne, czyli konkretne, związane z codziennym życiem, tygodniem, miesiącem, ze sprawami, które cię otaczają. Rozejrzyj się wokół siebie – jesteś w stanie dostrzec ich chociaż kilka?

12 swobodnych postanowień z terminem lepszym niż rok 2017:

1. Poznam pięć nowych słów z dziedziny X – do końca dzisiejszego dnia.

2. Nagram krótki film, na którym mówię w swoim języku docelowym – do końca tego weekendu.

3. Znajdę partnera do wymiany językowej – do końca miesiąca.

4. Opanuję parę ciekawych zwrotów języka ojczystego mojego znajomego obcokrajowca – przed najbliższym spotkaniem z nim.

5. Opanuję podstawy języka obcego jakiegoś kraju – przed następną wizytą w nim.

6. Poznam najpopularniejsze słowa z ulicznego slangu kraju, do którego jadę – przed wyjazdem na Erasmusa.

7. Zacznę robić fiszki – co tydzień.

8. Nauczę się piosenki w języku obcym innym niż angielski – przed kolejnym wieczorem karakoke ze znajomymi.

9. Będę słuchał/a 15-minutowego podcastu w moim języku – codziennie rano przy śniadaniu.

10. Nauczę się trzech nowych zdań w moim języku – zanim przyjedzie autobus.

11. Przeczytam jeden rodział powieści/jeden artykuł/jeden komiks w obcym języku – w tym tygodniu.

12. 15 minut nauki języka obcego dziennie – przez najbliższe 21 dni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s