Rrrrrrr! czyli jak się wyluzować podczas nauki języka

dnia

Metod istnieje pewnie tyle, ilu uczących się, jednak tej z pewnością nie znajdziecie w żadnej z Waszych nudnych książek do gramatyki. Szalona i bezstresowa, tak, jak jej autorka. Polega na śpiewaniu, dorysowywaniu ludziom wąsów na zdjęciach i na czytaniu żartów o rudych i orgazmach.

A ja postanowiłam ją opisać.

– Clémentine, powiedz polskie “r” – prosimy we dwójkę. – Rrrrr! – z ust Clémentine wydobywa się gardłowe francuskie “r”, a ona sama uśmiecha się radośnie i wzrusza ramionami. Wzdychamy z bezsilności i śmiejemy się z niej jednocześnie.

Kiedy jakiś czas później myślę o tamtej sytuacji, przypominam sobie wszystkie moje wysiłki podejmowane w celu nauczenia się wymawiania francuskiego “r”. Doszłam do analizowanania rendgenogramów, czytania opinii ludzi na forach językowych, do rozpaczy i kompleksów. W końcu zaczęłam je wymawiać przez osłuchanie, co zajęło mi kilka lat. Zanim stało się dostateczne, bałam się w ogóle mówić po francusku, ze strachu przed tym, że trafię na jakieś słowo z “r”. Clémentine ma na to inny sposób: po prostu nie przejmuje się “r”. Bo i tak jej polski zostanie zrozumiany.

Jej nauka generalnie opiera się na tym, żeby się nie przejmować. Że reguły, wyjątki, że polski to najtrudniejszy język na świecie? Cooo, dajcie spokój. Dojdziecie to wprawy, używając języka!

Rozmawiaj tak, jak umiesz

Ja i ona poznałyśmy się rok temu w Berlinie na Polyglot Gathering, gdzie spałyśmy w jednym pokoju w hostelu. Od razu zaciekawiło mnie, skąd u Francuzki wzięło się zainteresowanie językiem polskim. Odpowiedziała mi wtedy, że “mój kochanie jest z Polski”, a jego ojczystego języka zaczęła się uczyć podczas dwumiesięcznego pobytu w Polsce rok wcześniej. Spędzała tu czas z jego rodziną, która nie mówiła w żadnym innym języku, więc zmuszona była przyswoić sobie podstawy, żeby jakoś się z nimi porozumiewać. W tym momencie opowieści Clémentine wyciągnęła telefon, żeby mi pokazać swoje zdjęcie na warszawskiej Starówce. Tak się złożyło, że będąc w Polsce pojechała zwiedzać Warszawę sama. Na zdjeciu stała z kawałkiem kartonu w ręce, na którym było napisane “Jestem Francuzka i szukam ludzi żeby rozmawiać polski razem”. Czy ten pomysł nie był genialny? Wzięłabym ją sobie ze sobą, gdybym ją wtedy spotkała, nie mówiąc o samej rozmowie. Tymczasem wzięłam sam pomysł.

Przez cały Berlin rozmawiała z wszystkimi okolicznymi Polakami, popełniając mnóstwo błędów i nie przejmując się żadnym z nich ani przez sekundę. Jeśli ktoś ją poprawiał, powtarzała daną formę i tyle, czasem zapisując ją sobie. Jeśli czegoś nie wiedziała, pytała wprost i nie udawała, że nie wie. Chciała jak najwięcej skorzystać z tego, że ma wokół siebie rodzimych użytkowników języka polskiego, i skupiała się na mówieniu. Żadnego normalnego podręcznika chyba nigdy nie miała, a na pewno nie wtedy.

Wyrzuć podręcznik i napisz własny

W tym roku spotkałyśmy się w Bratysławie kolejny raz. Jej konferencyjny identyfikator wyglądał tak:

identyfikator

Tym razem miała ze sobą podręcznik, który mi dumnie zaprezentowała na samym początku. Tak wygląda podręcznik Clémentine:

Jego bohaterką jest ona sama, i trochę Polska. Wkleja w nim zdjęcia robione nawet telefonem, drukowane na zwykłej biurowej drukarce, a potem za pomocą strzałek opisuje, co na nich jest. Podręcznik z grubsza podzielony jest na rodziały tematyczne, jak ciało, kolory czy jedzenie. Clémentine nie ogranicza się do słów takich jak “ręka” czy “noga”, jeśli jest okazja, żeby nauczyć się, jak po polsku mówi się “un pet”, to czemu tego też nie zapisać? Albo “zniekształcenie”, żegnajcie wszyscy, którzy zapytaliście ją, po co jej znajomość słowa “zniekształcenie”! Chciała je znać, więc je zapisała. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda. I tak kolejną regułą jej metody jest – uczyć się tego, co ciekawi. Osobiście.

lysy

W Bratysławie podręcznik wypełnił się żartami, kiedy na jednym z wykładów Clémentine wpadła na to, że uczyć można się również przez żarty. Znalazła stronę polską z kawałami i co krótsze/zabawniejsze przepisała do zeszytu, a potem krążyła wokół i wszystkim mówiącym po polsku odczytywała je na głos. Podejrzewam, że pod koniec tamtego dnia znała je już na pamięć, razem z wszystkimi zawartymi w nich konstrukcjami zdań.

Śpiewaj obciachowe piosenki

W Berlinie podczas jednego z posiedzeń wieczornych Clémentine radośnie zaprezentowała nam płytę z polską muzyką, jaką miała w samochodzie. Pierwszym utworem, jaki nam zaśpiewała, były “Kaczuszki”, wszystkie pozostałe trzymały dzielnie styl “Kaczuszek”, i wszystkie Clémentine znała na pamięć oraz uwielbiała.

W tym roku poszła o krok dalej. Na każdym Polyglot Gathering organizowany jest wieczór kultur, okazja do zaprezentowania się w piosenkach, wierszach, sztuczkach czy tańcach z różnych stron świata. Clémentine postanowiła zapisać się na koncert i wykonać piosenkę po polsku, nieznaną mi kompletnie, a bardzo popularną w samochodzie Clémentine. I zrobiła to! Nie przejmując się niczym, nawet jeśli nie było to dla niej zupełnie bezstresowe wyzwanie. Jej własnymi słowami:

Je n’ai jamais chanté de ma vie, ni en public, ni sur une estrade devant un public. Pas par timidité ou crainte de me lancer, non. Mais parce qu’on m’a toujours répété que je chante mal. Chanter c’est comme apprendre une langue, personne n’en est incapable. (…) Je peux dire I DID IT!!!!”

W ten sposób Clémentine przekroczyła za jednym zamachem barierę publicznego występowania w obcym języku (dla wielu paraliżującą) i śpiewania – pomimo swojego przekonania o tym, że śpiewać nie potrafi.

Bądź sobą (och jak to brzmi…)

Faktem jest, że znam niewiele osób równie ekstrawertycznych, jak ona, a metoda stosowana przez nią pochodzi wprost z jej otwartego charakteru. Sama nie potrafiłabym przyjąć tej sztuki uczenia się w całości, ze względu na moją inaczej skonstruowaną osobowość. Jestem bardziej zamknięta w sobie, oprócz tego lubię podchodzić do języka strukturalnie – znać gramatykę i wzajemne powiązania wewnątrz jej systemu. Przede wszystkim dlatego właśnie tak bardzo fascynuje mnie podejście Francuzki – nastawione na naukę traktowaną jako źródło czystej przyjemności i na język jako narzędzie do kontaktowania się z ludźmi. Z wykluczeniem stresu i strachu przed błędami.

Przez kilka dni rok temu i kilka dni w tym roku nauczyłam się od niej równie wiele, co podczas wykładów na konferencji, a w pewnym sensie nawet więcej. Najważniejsze: znajdować przyjemność! W każdym momencie! Bawić się językiem obcym i pozwolić mu bawić się nami. Pozwolić mu sprawić, że będziemy zabawni, kiedy każe nam wymówić kompletnie niewymawialny dla nas dźwięk albo użyjemy niewłaściwego słowa.

PS. Clémentine prowadzi stowarzyszenie Speek&Meet i w Lille, gdzie mieszka, organizuje regularne spotkania z grą w planszówki i ćwiczeniem języków obcych. Jeśli będziecie w okolicy, wpadnijcie ją poznać!

Photo credits

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Jeden Komentarz Dodaj własny

  1. Sfera Rozwoju pisze:

    Ale pozytywny tekst ❤️ Ten karton z napisem mnie szczerze rozśmieszył w pozytywny sposób 😅

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s